Ulep – tak w popularnym slangu nazywane są samochody używane w fatalnym stanie technicznym, najczęściej sprowadzane do kraju z zagranicy i szykowane do sprzedaży najtańszym kosztem. Pomimo tego, że słowo ulep brzmi śmiesznie, sytuacja jest prawdziwa i tragiczna. Jeśli chcesz kupić auto używane, możesz stać się ofiarą nieuczciwego handlarza i kupić „ulepa”, ciesząc się z dobrego zakupu. Bo „ulep” może wyglądać niemalże jak auto z salonu. Prawda o nim ukryta jest pod warstwami lakieru i szpachli, zamaskowania chemią i dodatkami, ukrywana przez emulatory i inne wynalazki, mające na celu oszukanie elektroniki.
Skąd wzięło się określenie „ulep” na samochód używany?
Ze słowa „ulepić”. Wrak samochodu powypadkowego często musi zostać niemalże „ulepiony”, żeby przypominał dobry i ładny samochód. Nieuczciwy sprzedawca „lepi” auto z dwóch innych, albo z kilku innych, bo dawców części może być więcej niż jeden. Nieuczciwy sprzedawca „lepi” później uszkodzenia na samochodzie, stosując szpachlę.
„ULEP – W slangu młodzieżowym i motoryzacyjnym: określenie na samochód po nieprofesjonalnym, często tandetnym tuningu (np. z tanimi plastikami, przesadzonymi spojlerami) lub poskładany z różnych części „gruz”. (źródło – miejski słownik slangu)

Czy „ulep” to bardzo tanie auto używane? Nie!
Pogardliwe określenie „ulep” może kojarzyć się z totalnym wrakiem, który ma ponad 20 lat i trzyma się tylko na lakierze. Autem wartym mniej niż 5000 zł. Ale to nieprawda.
„Ulep” w realnym życiu to auto bardzo młode, sprzedawane w wysokiej cenie, minimum kilkudziesięciu tysięcy złotych. Dlaczego tak się dzieje?
Zrobienie „ulepa” kosztuje sporo czasu i pieniędzy. To co najmniej kilkanaście (a czasami kilkadziesiąt) godzin prac w warsztacie. Do tego prace wykończeniowe i inwestycje, w używane części z demontażu.
„Ulep” może być piękną, 9-letnią limuzyną cenionej marki, 8-letnim SUV klasy premium, 6-letnim autem kompaktowym. Sprzedaż samochodu musi zwrócić wszystkie koszty (zakupu auta, sprowadzenia, części zamiennych, szpachli, farb, chemii) i zarobić na czysto minimum kilkanaście tysięcy złotych. W przeciwnym razie prace są nieopłacalne.

Po czym poznać „ulepa” w ogłoszeniach motoryzacyjnych?
Po przedziale cenowym, od 30.000 złotych wzwyż. Przy tańszych autach raczej inwestowanie wielu tysięcy złotych i wielu godzin pracy raczej nie jest opłacalne.
Po bardzo atrakcyjnej cenie w stosunku do aut w podobnym wieku. „Ulep” zazwyczaj jest tańszy, nawet o 10 tys. złotych od średniej. To doskonały magnes na kupujących.
Po opisie, który wygląda na standardowe dzieło handlarza. Zaczynającym się od „witam”, pozbawionym kropek i przecinków, wyglądającym jak wypisanie zalet auta na szybko, nasyconym nadal działającymi sformułowaniami typu „stan igła”, „nie wymaga wkładu” itd.
Ze względu na zmiany w prawie i rękojmię przy sprzedaży samochodu, sprzedawca prywatny boi się pisać takich rzeczy. Handlarz się tego nie boi, bo wie, jak uniknąć roszczeń.
Po naciskach na szybką realizację transakcji – w treści ogłoszenia i w trakcie rozmowy. Sprzedawca za kilka dni wyjeżdża (i może to być prawdą – bo wyjeżdża po inne auta), ma już wielu zainteresowanych kupców (trzeba się spieszyć), jest bardzo zapracowany i nie ma czasu, aby przyjechać na sprawdzenie itd.
Po braku numeru VIN w treści ogłoszenia.
O tym, jak poznać, że auto sprzedaje handlarz – pisaliśmy w poprzednim artykule na blogu „Motocontroler”. Warto przeczytać.
Jak powstaje „ulep” w warsztacie samochodowym?
Do warsztatu trafia samochód powypadkowy. Umieszcza się go na specjalnym stanowisku, zgodnie z punktami kontrolnymi. Do określonych miejsc nadwozia montuje się haki wyciągarek hydraulicznych i prostuje się wgniecione elementy. Stosuje się też ręczne narzędzia hydrauliczne, np. do prostowania dachu. Jeśli auto jest sprasowane, uszkodzony element wycina się w i jego miejsca montuje się (za pomocą spawania) część z innego auta powypadkowego (stąd „ulep”, ulepiony z dwóch innych). Czasami z kilku aut powypadkowych.
W pojeździe montuje się części z demontażu, z innych aut, te elementy, których nie można naprawic, np. szyby. Albo części uszkodzone, np. skrzynię, silnik, kompletne reflektory.
Reszta podlega już standardowym pracom, mającym na celu zamaskowanie uszkodzeń. Szpachlowanie, malowanie na szybko (bo nie są to standardowe prace), maskowanie śladów spawania i korozji.
Teoretycznie można regenerować poduszki powietrzne i napinacze pasów, ale to kosztuje. Zamiast montażu poduszki po regeneracji, w „ulepie” jest emulator poduszki, który opisałem kilka miesięcy temu.
Na koniec ulep dostaje kilka leków na szybko w postaci chemii samochodowej, mających zmniejszyć hałas silnika, skrzyni i tylnego mostu, stopujących wycieki i dymienie. Nabłyszczacz na tworzywo, kilka zapachów do wnętrza i atrakcyjny, bezwypadkowy pojazd trafia na sprzedaż.
„Ulep” może mieć też cofnięty przebieg. Może być też serwisowany do końca w ASO. Potwierdzi to książka serwisowa, pełna fałszywych wpisów z nieistniejącego warsztatu za granicą.

Czy trafiają się chętni na zakup „ulepa”?
Oczywiście. Gdyby ta metoda nie działała, nieuczciwi handlarze by od niej odeszli.
Nadal jest wielu nieświadomych klientów, którzy napalą się na zakup pięknego auta sprowadzonego z Niemiec, w stanie idealnym, bez wkładu, 150 tys. km przebiegu, z książką serwisową i idealnym lakierem, serwisowanego do końca, tańszego o 10.000 zł od innych pojazdów z rocznika.
Jeśli nie chcesz kupić „ulepa” – skorzystaj z naszej metody sprawdzania aut przed zakupem.
Jak sprawdzić auto używane z drugiej ręki przed zakupem w najlepszy sposób? Nie możesz kupić ulepa. Masz specjalne narzędzie – to darmowy VIN, jedyny, który naprawdę działa. W uniknięciu zakupu ulepa pomoże Ci historia auta po VIN za darmo, którą sprawdzisz dzięki naszej stronie HistoriaSzkod.pl. Potrzebujesz tylko numeru VIN auta używanego, które Cię interesuje. Zupełnie za darmo dowiesz się, czy Twoje wymarzone auto ma zapisane jakieś szkody. Czym są szkody? To informacje o tym, że samochód jest powypadkowy (co zostało zgłoszone ubezpieczycielowi i Policji), kradziony, po powodzi, oddany na złom. Dzięki temu możesz łatwo i zupełnie za darmo eliminować niepożądane auta po wypadkach i innych szkodach. Nieuczciwy sprzedawca mógł się sporo napracować nad samochodem – Ty wyeliminujesz zagrożenie w kilka sekund.
Nie ma informacji o szkodach? Oddaj auto w ręce eksperów. Najwygodniejsza forma sprawdzenia auta przed zakupem to skorzystanie z oferty ekspertów Motocontroler. Wybierz odpowiedni raport z oferty Motocontroler, a potem czekaj na kompleksowy wynik z badania w formie elektronicznej, wraz z szeregiem zdjęć. Raport z badania auta używanego będzie krok po kroku opisywać stan techniczny auta, które chcesz kupić. Z raportu dowiesz się, czy warto kupić pojazd, czy warto negocjować cenę albo lepiej zrezygnować z zakupu, aby nie wejść na przysłowiową minę. W trakcie sprawdzania auta przez eksperta, pracownik biura Motocontroler przeprowadzi także sprawdzenie auta po VIN, korzystając z największej na świecie bazy. Dzięki Motocontroler unikniesz oszustwa! Nie ryzykuj zakupu samochodu bez kompleksowego sprawdzenia auta, bo koszty naprawy mogą być bardzo wysokie. Nawet auto za kilka tysięcy powinno być sprawdzone przed zakupem, bo późniejsze koszty naprawy mogą przewyższyć jego wartość. I nie chcesz jeździć samochodem, który został zespawany z trzech innych.

